niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 2

-Tak więc?-spytała Hermiona.
-Tak więc..?-odpowiedział chłopak.
-Tak więc?
-Tak więc....?
-Och daj spokój i odpowiedź.
-Ale na co?-Fred podniósł jedną brew w zabawny sposób. Granger zaśmiała się cicho.
-Ja odpowiedziałam, teraz twoja kolej.
-No bo widzisz...-zaczął unikając jej wzroku-Razem z George'm próbujemy, że tak to ujmę "wcisnąć" młodszym uczniom kilka dowcipów Weasleów... oczywiście tylko tym co chcą.-zaśmiał się nerwowo.
-W takim razie gdzie George?
Rudy odetchnął zadowolony ze zmiany tematu.
-Poszedł od drugiej strony. No wiesz będzie szybciej.
-Rozumiem... Wyluzuj.. Przecież nic nie wygadam.-powiedziała cicho.
-Napraw... to znaczy oczywiście, że nie.-uśmiechnął się.-W końcu się kumplujemy co nie?
Hermiona odwzajemniła uśmiech.
-Może dołączmy do reszty, chociaż ty musisz jak to ująłęś "wcisnąć" młodszym uczniom kilka waszych wynalazków.
-Dobry pomysł. Ale cię odprowadzę. Jeszcze się zgubisz. Tego bym nie chciał.
Gryfonka wzięła swoje rzeczy i razem z rudzielcem wyszła na korytarz. Podążając za Fredem weszła do odpowiedniego przedziału. W końcu to on wiedział gdzie ich przyjaciele dokładnie się znajdują.  Gdy weszli od razu rzuciła się na nią Ginny.
-Miona! Jak ja się stęskniłam! Gdzie ty byłaś? Zaczęłam się martwić, że nie dotarłaś...-zasypała ją potokiem słów Ruda. Uśmiechnęła się. Naprawdę brakowało jej młodszej Gryfonki.
-Fred! Jak ja się stęskniłam! Gdzie ty byłeś?-zaczął naśladować piskliwym głosem siostrę.-Mnie to już nie przywitasz? Gdzie tu sprawiedliwość?!
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Gdybym to ciebie nie widziała całe wakacje, oraz ewentualnie nie probowałbyś załaskotać mnie na śmierć dnia 29.08 o godzinie 21 : 32 to mogłabym się na twój widok cieszyć.
Na to obwieszczenie cała grupka roześmiała się serdecznie.
-Twoje wyczucie czasu jest nie poprawne. Próbowałem cię załaskotać na śmierć o 21 : 37-wyszczerzył się.-Wybaczcie mi ale mam coś do załatwienia-spojrzał znacząco na Hermionę-także do potem!
Gdy wyszedł zapanowała cisza. Wszyscy spojrzeli na Hermionę w nadziei, że zdradzi im co zamierzał robić Fred.
-Nie pytać.-warknęła tylko, poczym zajęła się oglądaniem tego co znajdowało się za oknem. Powoli zaczęła się robić senna...

Obudziło ją lekkie szturchnięcie w bok. Cicho jęknęła.
-Obudź się, niedługo dojedziemy a ty nawet się nie przebrałaś.-mruknęła jej do ucha Ginny.
Dziewczyna nieprzytomnie ogarnęła wzrokiem przedział. Jej wzrok zatrzymał się na kopii George'a. Ten szatański uśmiech. Ta małpa coś knuła.
Zmrużyła oczy.
-I co się tak cieszysz?-burknęła.
Ten na to zachichotał jak mała dziewczynka.
-Jesteś naprawdę urocza gdy śpisz... Och jak to dobrze, że podczas "przechadzki" po przedziałach młodszych klas spotkaliśmy Colina. Pożyczył nam aparat... Pożyczył to znaczy, zorientuje się dopiero za jakiś czas, że cokolwiek nam pożyczył.
-Czy ty.......?
-Tak. Zrobiłem ci zdjecie i tak zamierzam je powiesić nad łóżkiem.
Wszyscy oprócz samej zainteresowanej wybuchli śmiechem.
-Aż tak bardzo mnie kochasz?-spytała lekko zawstydzona, aczkolwiek mająca ochotę utrzeć nosa chłopakowi Gryfonka. Fred mocno się zaczerwienił , ale po chwili się opanował.
-Nie.-szepnął zmysłowo-Ja cię kocham bardziej. Teraz natomiast to Hermiona się zaczerwieniła.
Wszyscy wprost umierali ze śmiechu.
Ron zadławił się, Harry chichocząc klepał go po plecach. George wydawał z siebie dźwięki podobne do odgłosów wydawanych przez pawiany. Ginny tarzała się ze śmiechu. W miłej atmosferze dojechali szczęśliwie do Hogwartu.

-Pirszoroczni! Pirszoroczni tutaj!-rozległy się krzyki Hagrida. Szatynka uśmiechnęła się pod nosem. To był jej czwarty rok. To tak szybko zleciało...
-Fred?-zapytała spoglądając na idącego przed nią chłopaka.
Bliźniak zatrzymał się i spojrzał na nią. Kiwnął głową na znak, że jej słucha.
-Dlaczego zabraliście Colinowi aparat?
-Leżał na wierzchu nikt nie patrzył, chcieliśmy tylko zrobić kilka zdjęć i oddać. Z czystej ciekawości.-uśmiechnął się.
-Tak po prostu go wzięliście?
-Ee no tak.
-Kretyni! Przecież mogliście zapytać! Cokolwiek! To przecież kradzież!!-wyrzuciła z siebie wściekła Gryfonka. Poczym tupnęła nogą, prychnęła i poszła wsiąść do powozu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam :)
Drugi rozdział już za nami. Zdaję sobie sprawę, że jest dość sporo dialogów, oraz, że miejscem dwóch rozdziałów jest pociąg do Hogwartu. To było jednak zamierzone. Wiem też, że pisze nieco chaotycznie, ale pracuję nad tym.
Rozdziały jak zapewne zauważyliście nie są długie. Dlaczego? Są trzy powody. Pierwszy, dlatego, że jest mało czytelników i po prostu nie opłaca mi się pisać zbyt długo, i męczyć się skoro to dopiero drugi rozdział i jak narazie nie wiem czy będą jacyś stali czytelnicy.
Po drugie, nie mam czasu na pisanie. Te dwa rozdziały napisałam późnym wieczorem, a jeśli nie chce wyglądać codziennie jak trup to.. no cóż.
Po trzecie, brak weny. Nie będę przecież siedzieć przed ekranem czekając na pomysł. Zwykle w szkole dostaje natchnienia, przed snem analizuje wszystko, a potem staram się to nanieść na komputer.
Od razu napiszę, że przewiduję dość sporo rozdziałów, oraz, że będę je dodawać zawsze w niedzielę koło 10/11/13
Miłego :D

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 1.

Na Peronie 9 i 3/4 panowało zamieszanie. Uczniowie Hogwartu żegnali się z rodzicami, oraz witali z przyjaciółmi. Pewna Gryfonka "przepychała" się przez tłum w poszukiwaniu czarnej czupryny swojego przyjaciela. Gdy zegar wskazał 10 : 55 Hermiona postanowiła, że znajdzie Pottera w pociągu. 
Po jakimś czasie dotarła do pustego przedziału. Usiadła w miejscu przy oknie.
-Później go poszukam, kiedy nie będzie takiego tłoku. Ewentualnie on znajdzie mnie.-mruknęła do siebie wpatrując się w szybę. Po kilkunastu minutach oczekiwania na przyjaciół wyjęła książkę, pogrążając się w lekturze.
" Dwa rody, zacne jednako i sławne —
Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie, 
Do nowej zbrodni pchają złości dawne, Plamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie..."*

- Proszę, proszę panna Granger, jak minęły wakacje?-Hermiona uniosła głowę znad książki ujrzała przed sobą jednego z Weasley'ów.
-Cześć Fred. W porządku a u ciebie? 
-Dość znośnie. Dlaczego nie jesteś z Harry'm, Ronem i resztą?
-Mogłabym Ciebie spytać o to samo. 
Rudowłosy uśmiechnął się.
-Fakt, ale nie spytałaś, za to ja tak.-zauważył Wesley.
Dziewczyna prychnęła pod nosem.
-Czyli gdybym jednak o to spytała dostałabym odpowiedź?
-Zależy.
-Od czego?
-Od tego, czy ty mi odpowiesz. Tak więc?
-Miałam taki zamiar, ale nie mogłam ich znaleźć.-wzruszyła ramionami. 
Fred parsknął śmiechem.
-No co?-zirytowała się gryfonka-Nie widzę w tym nic śmiesznego.
-Ja za to tak. Biorąc pod uwagę, że są w przedziale obok.
Hermiona pacnęła się otwartą dłonią w czoło.

*fragment książki William'a  Shakespeare'a pt. "Romeo i Julia"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej :)
To moje pierwsze opowiadanie Fremione. 
Zakochałam się w tym parringu. Wy skoro tu jesteście z pewnością też. 
Nie jestem zbyt zadowolona z rozdziału ale Wy oceńcie :D 
PS Przepraszam za wielkość liter (u siebie widzę je jako kolosalne) ale niestety nie ogarnęłam jeszcze co i jak także proszę i wybaczenie xD